Zaczarowany ołówek i AI
– Czy naprawdę wymyśliliśmy coś nowego?

Pół żartem, pół serio

Ten krótki artykuł powstał nie dlatego, że jestem technofobem lub technofilem.
Po prostu stoję z boku, przyglądam się i staram się nadążyć.

O sztucznej inteligencji można pisać mniej albo bardziej serio.
O modelach, parametrach, danych treningowych i przełomach technologicznych.

Tylko że wtedy łatwo przeoczyć coś znacznie ciekawszego.

Bo zanim pojawiły się wszystkie te narzędzia, ktoś już kiedyś wymyślił ich najprostszą, najbardziej intuicyjną wersję.

W 1964 roku w studiu SE-MA-FOR powstała bajka „Zaczarowany ołówek”.

Pokrótce:
Chłopiec znajduje ołówek, którym może narysować wszystko – a to natychmiast staje się rzeczywistością.

Dla chcących zobaczyć, póki jeszcze dostępne: https://www.youtube.com/results?search_query=zaczarowany+ołówek+wszystkie+odcinki

Nie trzeba było się znać.
Nie trzeba było mieć warsztatu.
Nie trzeba było długo czekać.
Wystarczyło wiedzieć, co chce się zrobić.

Brzmi znajomo?

Dzisiaj nie trzeba mieć ołówka – wystarczy wpisać prompt.
Zamiast kreski mamy tekst.

I nagle dzieje się prawie to samo: pomysł przeskakuje bezpośrednio do formy.
To, co kiedyś było metaforą wyobraźni, dziś zaczyna być interfejsem.

Różnica?

Zaczarowany ołówek był zdecydowanie bardziej posłuszny.
Nie dorysowywał dodatkowych palców.
Nie zmieniał sensu zdania w połowie.
Nie odpowiadał z przekonaniem na pytania, których nie rozumiał.
Nie trzeba było też „poprawiać prompta”, żeby dostać to, co miało się na myśli.

Z drugiej strony – ołówek miał jedną bardzo poważną wadę.
Działał tylko wtedy, kiedy ktoś naprawdę wiedział, co chce narysować.

 

I tu dochodzimy do punktu, w którym bajka przestaje być bajką.

Cała dyskusja o AI bardzo często kręci się wokół samego narzędzia: czy jest dobre, czy się rozwija, czy zabiera pracę, czy pomaga, a może szkodzi.
A dużo rzadziej wokół tego, co właściwie próbujemy dzięki tej technologii osiągnąć.

Jedno jest pewne: AI nie rozwiązuje problemu braku pomysłu.

Może przyspieszyć pracę, podsunąć wariant, rozwinąć szkic albo zamienić niejasną intuicję w pierwszą wersję.
Ale nadal potrzebuje punktu wyjścia – czegoś, co ktoś chce sprawdzić, opowiedzieć albo zobaczyć.

I właśnie w tym przypomina zaczarowany ołówek bardziej, niż chcielibyśmy przyznać.
Nie dlatego, że robi wszystko za człowieka, ale dlatego, że pokazuje, jak ważne jest to, co człowiek wnosi na początku.

Bo nagle okazuje się, że największym ograniczeniem nie jest już technologia, tylko to, co jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.

A z tym – jak wiadomo – bywa różnie.

Przykłady technologii, których kiedyś się baliśmy, a bez których dziś trudno wyobrazić sobie życie, można mnożyć.

„Zaczarowany ołówek” pokazywał też coś jeszcze: co dzieje się wtedy, gdy narzędzie o ogromnych możliwościach trafia w nieodpowiedzialne ręce.
Bo problemem nigdy nie był sam ołówek. Problemem zawsze było to, kto go trzymał – i po co.

 

A jak Wy to widzicie? Czy AI jest dziś bardziej narzędziem, pomocnikiem, czy właśnie takim zaczarowanym ołówkiem, z którym trzeba uważać?
Zapraszam do dyskusji na forum ->

Autor

Select the fields to be shown. Others will be hidden. Drag and drop to rearrange the order.
  • Image
  • SKU
  • Rating
  • Price
  • Availability
  • Add to cart
  • Description
  • Content
  • Weight
  • Dimensions
Click outside to hide the comparison bar
Compare
Secret Link

Niezależne książki · Self-publishing · Print on demand

Zarejestruj się w systemie
Możesz wybrać jedną główną specjalizację. Jeśli zajmujesz się również innymi obszarami, możesz o nich wspomnieć w sekcji „Przedstaw się – napisz kilka słów o sobie”.