Książka wydana. I co dalej?
- Ten temat ma 1 odpowiedź, 2 głosy, a ostatnio został zaktualizowany 2 miesiące, 2 tygodnie temu przez
elizabethmaziakowska.
-
AutorWpisy
-
2026-05-27 at 10:21 #5605Ten wątek jest rozwinięciem artykułu „Marketing książki w praktyce” opublikowanego na WildPrints.
Książka została napisana, zredagowana, złożona i wydrukowana albo opublikowana. Masz gotowy produkt, ale właśnie wtedy często pojawia się jedno z trudniejszych pytań:
– co dalej?– Jak sprawić, żeby książka została zauważona?
– Od czego zacząć promocję, jeśli budżet jest ograniczony?
– Czy najpierw szukać recenzentów, poprawić opis, budować profil autora, działać w social mediach, a może zacząć od zupełnie innej strony?Chciałbym, żeby ten wątek stał się miejscem na konkretne doświadczenia, pytania i przykłady związane z promocją książki po wydaniu.
Jeśli masz ten etap już za sobą – napisz, co u Ciebie zadziałało, co nie przyniosło efektu i na czym straciłeś czas, energię albo pieniądze. Czego dziś nie zrobiłbyś drugi raz?
Jeśli dopiero stoisz przed tym momentem – opisz swoją sytuację, zadaj pytanie albo napisz, co najbardziej Cię blokuje.Nie chodzi o gotowe recepty ani jedną właściwą drogę.
Chodzi o praktykę: konkretne decyzje, ograniczenia, błędy, próby i doświadczenia, z których inni autorzy też mogą skorzystać.
2026-05-27 at 17:46 #5611Pierwszą książkę wydałam w 2020 roku. Zrobiłam to spontanicznie w niecałe pół roku w oparciu o selfpublishing. Dodam, że nigdy nie próbowałam swoich sił z tradycyjnymi wydawnictwami, a więc opieram się na doświadczeniu tylko w charakterze selfpublishingu.Przy pierwszej książce jest zawsze większy dreszczyk emocji, wszystko jest nowe, ekscytujące. O tym, czego dokonałam informowałam po wydaniu, czyli firzycznym ukazaniu się książki. Pojawił się szok w pozytywnym znaczeniu, niedowierzanie , ciekawość, gratulacje. Pamiętam, że jak dostałam pierwszy nakład, nie poczułam już nic, podobnie jak Jacek Walkiewicz , który opowiadał o zakupie kampera, o czym marzył latami. Sprzedaż prowadziłam 1:1 opowiadając o tej książce. Szukałam recenzentów, na różnych grupach, testując jak mi ten debiut wyszedł, a w ostateczności wyszedł bardzo dobrze. Lokalny redaktor zapraszał różnych twórców do wywiadów, w tym mnie, co nie ukrywam doprowadziło do dwukrotnego wydruku książki za co jestem bardzo wdzięczna. Reasumując w pierwszym przypadku marketing kosztował mnie 0 zł , a efekty były bardzo dobre -na plus. Przy trzeciej książce, gdzie korzystałam już z innej firmy miałam jasno wyliczoną kwotę , którą zainwestowałam w powstanie książki, a mianowicie korekta, przygotowanie tekstu, ustawienia okładki- tutaj sama projektowałam przy użyciu AL plus druk. Pozyskałam też w tym przypadku sponsorów. A więc należy sobie przeliczyć ile trzeba sprzedać książek, żeby środki się zwróciły, Tak jak w pierwszym przypadku wysłałam ebooki do recenzji , tak w trzecim wersje papierową, aby pozyskać recenzje. Niestety nie zawsze jest to opłacalne, ponieważ nie każdy rzetelnie podchodzi do zadania i najzwyczajniej nam tej recenzji może nie udzielić, obecnie w porównaniu z poprzednim procesem wydania książki zaobserwowałam, że krążą sępy wszelkiej maści usług i nachalnie piszą, jeszcze nie poznając tematu mojej książki, że to się teraz sprzedaje , że proponują publikację w magazynie takim i takim wysyłając cennik na maila- nie mały. Oczywiście nie skorzystałam , jaki sens jest publikować mnie w gazecie, która krąży w internecie jako kółko wzajemnej adoracji autorów, a musi być więcej czytelników, jak są sami autorzy to no nie ukrywajmy nie koniecznie będziemy swoimi klientami ( autor- autor). Ponadto skorzystałam tym razem z odpłatnego symbolicznie wywiadu, po którym otrzymałam informacje od widzów, że to ja powinnam przejąć rolę redaktora, a prowadząca nie przygotowała się technicznie i nie zdążyła z pytaniami, rozkładając wywiad na 2 części, gdzie druga sie jeszcze nie odbyła. Minął taki czas,że już zapomniano o tej pierwszej części. Tak więc totalna klapa i niepotrzebna inwestycja- bywa i tak. Najskuteczniejszy marketing , jaki mi działa to 1:1 nigdy się nie nagrywałam ani na tik toku, ani na FB, wszystko co tworzę to głównie posty i opisy, ale nie wierzę w rozdmuchany marketing i nie jestem fanką , zwolenniczką drenowania w tym celu portfela. Wiadomo, miło jest dostać wiadomość , że moja książka uratowała komuś życia z racji na podjęty niełatwy temat. Warto jest zrobić coś, o czym pisał Marcin Osman w pierwszej części Biznes ci ucieka, on zanim wydał tę książkę to skorzystał z preorderu i zimnych maili do znajomych tak zarobił na jej wydanie.
Nie zawsze warto oddać książkę w ramach prezentu do biblioteki publicznej. Panie często tam są leniwe,żeby domyśleć się i w ramach podziękowań zrobić choćby rolkę na SM, zorganizować spotkanie – nic kompletnie. Sprawdza się powiedzenie mojego byłego prezesa : Dziś można wyprodukować wszystko,ale wyzwaniem pozostaje wciąż sprzedaż tego. Dziś panuje przebodzcowanie ofertami. Za dużo wodzów, za mało indian.
Każda moją książka spełniła i spełnia jakąś nadaną przeze mnie rolę.
Wiele razy słyszałam,że powinien zająć się mną jakiś menadżer , bo mam talent.
Tylko czytelnik nie wie, ile kosztuje proces wydania w selfpublishingu finansowo i mentalnie i nie każdy zapłaci za książkę 50-100 zł bo nie każdego stać na taki wydatek. Znajomi mówią, piszą: Twórz więcej ,ale nie wiedzą do końca z czym to się wiąże. -
AutorWpisy
- You must be logged in to reply to this topic.
