Kiedy Iga odkrywa niezwykły złoty klucz, przenosi się do magicznej krainy, gdzie wspomnienia mają moc, a czas nie płynie tak jak zwykle. Czy uda jej się ocalić to, co najważniejsze – pamięć o chwilach, które tworzą naszą historię? Pełna czułości i magii opowieść o przygodzie, odwadze i sile wspomnień.
„Nic też trudniejszego, jak podnieść zasłonę okrywającą pierwociny bytu narodu. Te chwile mało po sobie pomnik.w zostawiają i ślad.w. Analogia tylko, porównanie, pewne stałe prawa, którym byt ludzkości podlega, coś o tym dozwalają wnioskować”. Tak pisał Ignacy Kraszewski na temat powstania nowego plemienia Słowian, w dopisku do swej wielkiej powieści historycznej „Stara baśń”. Podobne wrażenie miałam kiedy zbierałam materiał na temat Większyc, w których się urodziłam, wychowałam i założyłam własną rodzinę. Nie było to łatwe zadanie. Niewiele istnieje dokument.w, coraz mniej jest ludzi, którzy by mogli opowiedzieć stare większyckie dzieje. Próbowałam iść śladami Kraszewskiego, który wyraźnie określił gdzie i kiedy powstają nowe narody, mówiąc: „Z rodzin urastają rody, plemiona, gminy, narody wreszcie”, ale wiedział również, że „tajemniczy proces ten nie dozwala się dośledzić faktycznie i embriologia narodu pozostanie zawsze tylko prawdopodobieństwem i hipotezą”.
Dzieje Śląska lub dzieje ziemi kozielskiej, były już przez wielu dokładnie opracowane. Nie próbowałam tych opracowań wery kować, ale wykorzystać jako wielką pomoc. Oczywiście, że korzystałam z tych materiał.w i starałam się dokładnie jak tylko było to możliwe przedstawić dzieje naszej miejscowości. Poza tym o małych wioskach kronikarze nie wiele pisali. Często jedynie co pozostało, to ustne przekazy z pokolenia na pokolenie, o wiejskich wydarzeniach i historiach. Zaczęłam więc szukać i pytać w mojej rodzinie, potem sąsiad.w, znajomych. Dzięki przychylności, wsparciu i cierpliwości zdobyłam wiele materiału. Kosztowało to parę lat pracy.
Nasza wieś bardzo się zmieniła. Młodzi ludzie nie zdają sobie sprawy jak było kiedyś. Jak wyglądały ulice czy domy. Zmieniły się posesje, zmienili się ludzie. Jedni wyjechali, drudzy przyszli. Wiejskie, zakorzenione obyczaje zaczęły się również zmieniać. Niektóre poszły w zapomnienie, niektóre nie warto pielęgnować, za niektóre praktykowane z dziada pradziada zwyczaje zaczęto się wstydzić. Młode pokolenie zaczęło żyć własnym życiem. I tak jest w porządku. Nawet Asnyk w okresie Młodej Polski pisał w wierszu „Do Młodych”: „Każda epoka ma swe własne cele”.
Niektóre przedmioty lub sytuacje odgrywały w życiu wiejskim lub poszczególnych rodzin wielką rolę. Czasami powiązane były ze starymi wierzeniami, a nawet, jak to na wsi określano, zabobonami. Ale w niektórych sytuacjach życiowych wierzenia te pomagały ludziom przetrwać, mieć nadzieję na lepsze jutro lub były sygnałem przed podjęciem jakiejś decyzji. Niektóre krótkie wspomnienia pozwalają poznać przeszłość naszej wioski.
„Jak to kiedyś było”. Próbowałam zebrać te przedmioty i sytuacje, które dla nas, większyczan, były ważne i odgrywały czasami wielką rolę.
To nie jest tylko książka. To serce rozłożone na stronach.
To siła, która narodziła się z bólu.
To nadzieja, która przetrwała każdy upadek.
Pisałam ją dla tych, którzy potrzebują utulenia.
Dla tych, którzy nie mają już siły mówić – ale chcą być usłyszani.
Jeżeli choć raz pomyślałeś, że nie jesteś wystarczający – ta książka przypomni Ci, że jesteś!
Z serca – dla serca z mroku – ku światłu.